Zaloguj się
Menu główne
Wywiad - Jak pokonałem niechęć do siebie i innych

Wywiad - Jak pokonałem niechęć do siebie i innych

Miałem zaszczyt poznać Grzegorza ponad 2 lata temu. Był bardzo niepewny siebie i bez zapału do życia. Pierwszy raz zetknąłem się z kimś, komu życie było tak obojętne. Jedak coś spowodowało, że po kilku spotkaniach miałem okazje doświadczyć jak się podnosi i zaczyna walczyć z trudnościami.


Jakie było Twoje podejście do ludzi i otoczenia kilka lat temu?

Nie cierpiałem ludzi. Moje podejście do ludzi było zdecydowanie negatywne. Jako dziecko doświadczyłem rzeczy, których dziecko nie powinno doświadczyć, co wpłynęło na moje zdanie o ludziach. Unikałem ich, nie chciałem z nimi rozmawiać, przebywać w ich towarzystwie, izolowałem się. Nie dostrzegałem nawet dobrych ludzi. Kiedy ktoś chciał mi pomóc i zwracał mi uwagę na moje zachowanie, odbierałem to jako atak. Byłem też chorobliwie nieśmiały.

Bądźmy szczerzy: każdy z nas ma jakieś swoje problemy, czy traumy, z którymi musi się uporać. Ja przez długi czas nie potrafiłem się z tym pogodzić i zacząłem spadać na dno.

 

Jakie jest Twoje podejście teraz?

Moje podejście do ludzi ciągle się zmienia. Na pewno jeszcze dużo pracy przede mną, jeśli chodzi o poprawę relacji z ludźmi i to nie koniec zmian. Niemniej jestem zdecydowanie bardziej otwarty i dostępny dla ludzi. Polubiłem siebie i ludzi. Wiadomo, że ludzie są różni i nie każdy człowiek nam podpasuje. Trzeba się z tym pogodzić. Świat jest pełen "dupków", ale nie brakuje też ludzi dobrych. Zauważajmy ich!
Kiedyś zależało mi na zdaniu dosłownie każdego, nawet na zdaniu ludzi, których nie lubiłem i nie szanowałem. Ja w tym wszystkim byłem zawsze na ostatnim miejscu. W pewnym momencie dostrzegłem, że to po prostu nie ma żadnego sensu. Pogodziłem się z tym, że nie każdy musi mnie lubić i zacząłem bardziej zwracać uwagę na swoje własne zdanie. Czy jestem z siebie zadowolony? Czy robię to co lubię? Czy jestem szczęśliwy? Czy umiem siebie wyrazić? Czy mam swój styl, czy inni mi go narzucają? Czy czuję się dorosły i odpowiedzialny za swoje życie? Zdanie innych przestało mieć dla mnie znaczenie. Skupiłem się na tym, aby być po prostu szczęśliwym. Wraz z tą determinacją i dążeniem do osiągnięcia szczęścia, w moim otoczeniu pojawili się ludzie, w których towarzystwie dobrze się czuję. Nawet o to nie zabiegałem... Nie musiałem -pojawili się jakby "znikąd". Myślę, że kiedy już jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni z siebie, to przyciągamy też dobrych i zadowolonych z siebie ludzi. Te dobre energie się przyciągają, po prostu chcą się kumulować i być ze sobą razem. Podobnie jest z ludźmi, którzy narzekają - szukają podobnych sobie ludzi, by móc wspólnie narzekać. Tak to działa.

Jak myślisz: jak wpłynęłoby to na Twoje życie, gdybyś nadal był taką samą osobą, jaką byłeś kilka lat temu?

Mówiąc szczerze, nie wiem nawet czy bym jeszcze żył... Swego czasu dość często myślałem o samobójstwie... W każdym razie byłbym nieszczęśliwy i wyprany z jakiejkolwiek energii. Podejrzewam też, że mógłbym być sfrustrowany i nieprzyjemny dla innych. Tuż przed moją zmianą zdarzało mi się nawet, że byłem nieprzyjemny i wyolbrzymiałem pewne sprawy, np. gdy ktoś zwracał mi na coś uwagę, albo zbyt usilnie próbował mi pomóc – bardzo mnie to denerwowało, wręcz wyprowadzało z równowagi. Zdarzały mi się niekontrolowane wybuchy złości. Potem bardzo tego żałowałem, bywało, że wręcz płakałem z tego powodu. Czułem, że naprawdę sięgnąłem dna i nie chciałem dłużej taki być.

Co spowodowało i zmotywowało Cię do zmiany stanu, w którym się znajdowałeś?

Poczułem, że już dłużej nie mogę tak żyć, że to jest pozbawione sensu, że marnuję swój potencjał, który jednak gdzieś zawsze w sobie czułem. Czułem, że jestem bliski kresu i że dosłownie grozi mi śmierć.
Z drugiej strony miałem niesamowite szczęście, że poznałem Ciebie i ta zmiana szybciej zaczęła zachodzić. Zapewne, gdybym nie spotkał kogoś takiego jak Ty, to dłużej by mi zajęło zorientowanie się, że naprawdę chcę tej zmiany i że jest ona możliwa, ale zapewne w końcu bym do tego doszedł. Nie wiem jednak ile jeszcze by to zajęło. Twoje słowa nie zaczęły działać od razu, a powoli we mnie kiełkowały, jak roślina. Niemniej chęć zmiany bezpośrednio wyszła ode mnie. Jeśli ktoś SAM nie chce się zmienić, to prawda jest taka, że nikt mu nie pomoże.

Co było kluczowym zdarzeniem, w którym odczułeś „zmieniłem się na lepsze”?

To był po prostu moment, w którym sam siebie zaakceptowałem. Całe życie siebie nienawidziłem i w końcu przyszedł taki dzień, w którym poczułem, że sam siebie lubię. Wtedy też poczułem, że inni ludzie, też mnie lubią, podczas gdy wcześniej wmawiałem sobie, że jest zupełnie inaczej. Myślę, że było to bezpośrednio po którejś z kolei sesji zdjęciowej, kiedy zauważyłem, że zacząłem robić progres. Zacząłem bawić się mimiką i moim ciałem. Na zdjęciach było widać wyluzowanego, pewnego siebie faceta. Troszkę wręcz nie dowierzałem, że to ja! (śmiech). Moje początki były dramatyczne. Na zdjęciach wychodziłem dosłownie jak drewniany kołek! Głównie przez stres i dlatego, że za bardzo mi zależało, by dobrze wypaść. Miałem też BARDZO dużo kompleksów i myślałem o moich niedoskonałościach. Mimo wszystko nie poddałem się i umawiałem się na kolejne sesje zdjęciowe i za którymś razem załapałem bakcyla. Totalnie zmieniłem podejście - nie stresowałem się zdjęciami, a zacząłem się bawić tą całą sytuacją. Wtedy poczułem, że po prostu to lubię i że już mi nie zależy, żeby dobrze wypaść, czy co pomyślą o mnie inni, a żeby po prostu czerpać z tego przyjemność.

Jak dużo pracy i czasu wymagało nabranie pewności siebie, do takiego stopnia, aby brać udział w sesjach zdjęciowych (jak osiągnąć taką pewność siebie)?

To jest proces. Tak naprawdę myślę, że trwa on całe życie. To bardzo indywidualna sprawa - u jednych ten proces zachodzi szybciej, a u innych wolniej. Wpływ na to mają różne wydarzenia w naszym życiu.
Ja z natury jestem akurat introwertykiem i zawsze miałem pełno kompleksów i nawet nie lubiłem swojego wyglądu. Wielu ludzi dziwi to, że zająłem się modelingiem, bo jak osoba z natury zamknięta, może się tak uzewnętrzniać przed obiektywem aparatu? Otóż dla mnie jest to łatwiejsze niż np. pójście na imprezę do klubu (śmiech). Modeling to takie trochę aktorstwo - odgrywasz różne role. Robisz swoje, a potem wracasz do domu (w moim przypadku do cichego, skromnego życia). To mi się właśnie podoba - mogę przez chwilę być kimś innym, a potem zmyć charakteryzację i wskoczyć w wygodne ciuchy ;) To bardzo ciekawy i twórczy zawód. Zresztą modeling to był przede wszystkim taki mój sposób na to, żeby bardziej otworzyć się na ludzi, by walczyć z nieśmiałością. Wcześniej nie miałem prawie wcale kontaktu z ludźmi (ograniczony do absolutnego minimum), a teraz co chwilę poznaję różne ciekawe osoby (fotografów, modeli, modelki, wizażystów itd.). Są to z reguły bardzo kreatywne i twórcze osoby i bardzo lubię towarzystwo takich właśnie ludzi.


Modeling to też oczywiście nie tylko praca nad psychiką, ale też nad ciałem. W ciągu pół roku udało mi się schudnąć kilkanaście kilo i planuję zrzucić jeszcze trochę. Myślę też o zapisaniu się na siłownię, żeby moje ciało było jeszcze bardziej plastyczne. Taki spadek wagi wiązał się też ze zmianą diety. To było ciężkie, ponieważ kiedyś nie wyobrażałem sobie dnia bez słodyczy. Dzisiaj o jedzeniu ciastek, batoników i czekolady nie ma mowy. Zastąpiłem je jogurtami i serkami owocowymi, ponieważ te produkty są ubogie w tłuszcz, a są dla mnie substytutem słodyczy ;) Nie jem niczego co ma powyżej 10% tłuszczu. Tak jak wspomniałem to bardzo trudne, ale mam na tyle silną motywację i wiem, że tego chcę, że nie straszna mi żadna rygorystyczna dieta.


Najważniejsze, to nie przejmować się zdaniem innych, robić swoje, czerpać z tego radość, a pewność siebie przyjdzie sama. Ważne, by nawet po porażkach się nie poddawać i robić to, co się kocha, nawet jeśli wszyscy wkoło próbują Ci wmówić, że to szaleństwo. W tym szaleństwie jest metoda! ;) Uwierz, że masz w sobie potencjał i zasługujesz na wszystko, co najlepsze!

Patrząc z perspektywy czasu, czy spodziewałeś się kiedyś tego, że uda Ci się tak zmienić nastawienie do ludzi?

Nigdy bym nie pomyślał, że moje nastawienie aż tak się zmieni! Kiedyś byłem nawet u Pani psycholog, z podejrzeniem fobii społecznej! Teraz po fobii nie ma nawet śladu! Oczywiście nie zmieniłem się nagle w jakąś duszę towarzystwa, czy w lwa salonowego, ale strach przed ludźmi odszedł w zapomnienie i komfort mojego życia zwiększył się niewyobrażalnie! Byłem skrajnym introwertykiem, a teraz myślę, że jestem kimś na pograniczu introwertyka i ekstrawertyka i wcale nie wykluczam, że kiedyś będę wręcz skrajnym ekstrawertykiem!! Kiedyś bym pomyślał, że to niemożliwe, a dzisiaj wierzę, że wszystko jest możliwe!!

Co poradziłbyś osobom, które mają problem z otworzeniem się na ludzi, brak im pewności siebie i najchętniej zamknęliby się w domu, unikając kontaktu z innymi? Jak ruszyć ich z miejsca?

Przede wszystkim nikogo nie należy zmuszać do zmiany. To musi wyjść bezpośrednio od tej osoby. Można pokazywać różne możliwości i starać się motywować (jednak nie nachalnie!).
Myślę, że każdy powinien znaleźć swój sposób na oswojenie się z ludźmi. Może właśnie dobrym pomysłem jest zrobienie tego poprzez własne zainteresowania, bo wydaje mi się to najbardziej naturalną drogą. Jeśli zatem chciałbyś nauczyć się grać na gitarze, to może, zamiast uczyć się samemu z YouTube, może lepiej od razu zapisać się na lekcję z instruktorem? Może jakieś kółko gitarowe? Stamtąd już niedaleka droga do własnego zespołu! ;) Niezależnie czy jest to muzyka, film, moda, sztuka czy cokolwiek, to warto szukać ludzi o podobnych zainteresowaniach i o podobnej wrażliwości do naszej. Należy też pamiętać, że nie musimy lubić wszystkich i nie wszyscy muszą lubić nas! To zupełnie normalne! Niemniej wierz mi: są na tym świecie ludzie, w których towarzystwie będziesz się czuć wspaniale, tylko jeszcze może ich nie spotkałeś. Dlaczego? Bo za mało szukasz, za szybko się poddajesz! Daj sobie szansę! Nawet jeśli nie spotkasz "swoich ludzi" od razu, to warto próbować i szukać dalej!


Jednak jeśli nasza nieśmiałość jest na tyle duża, że nie czujemy się na siłach nawiązać żadnych relacji z innymi i jeśli nam to doskwiera, to może powinniśmy udać się do psychologa. Nie ma w tym zupełnie nic złego! Ja sam byłem u psychologa dwa razy i już po tych dwóch wizytach, poczułem się na siłach, żeby samemu sobie pomóc. Dzięki tym dwóm wizytom, utwierdziłem się w przekonaniu, że coś muszę zmienić w swoim życiu. Mimo, że nie zdecydowałem się na terapię, to te dwie wizyty dały mi bardzo wiele i poczułem, że mam w sobie tyle siły, by samemu naprawiać swoje życie. Wtedy poczułem, że naprawdę chcę sobie pomóc. To był zdecydowanie przełom.

Warto też szukać wzorców chociażby wśród znanych osób. Jeśli kogoś podziwiasz i jesteś ciekawy jak do czegoś doszedł, to warto np. przeczytać książkę o takiej osobie, obejrzeć film, zainspirować się. Znane osoby to też ludzie i często ich życiowa droga była bardzo kręta i wyboista. Wielu znanych aktorów, muzyków, polityków czy sportowców też zmagało się z nieśmiałością i problemami z relacjami z ludźmi. Problemy z nieśmiałością mieli np. Brad Pitt, Bob Dylan, Cher, Segourny Weaver, Tom Cruise czy J.K. Rowling. Aż trudno w to uwierzyć, prawda??!! Jednak Ci i wielu innych ludzi pokonało własne ograniczenia i odnieśli sukces! Ty też możesz!


Jeśli chodzi o mnie, to uwielbiam oglądać film dokumentalny o Courtney Love ("Courtney Love. Behind The Music") i wielu znajomych nim katuję! (śmiech). Obejrzałem go już chyba z 5 razy i dalej mnie inspiruje. Co prawda Courtney Love nigdy raczej nie należała do nieśmiałych ludzi, ale jest dla mnie inspiracją właśnie pod względem pewności siebie i postawy typu "I don't give a fuck!". Jest też ekstremalnie ambitna i zdolna do poświęceń i ciężkiej pracy. Ma też wiele cech, których nie lubię (np. jest autodestrukcyjna), ale oglądając ten film, skupiam się na tych cechach, które mnie najbardziej inspirują. Dostrzegajmy też pozytywy!


Możesz znaleźć inspirację też np. w religii czy filozofii, ale jeśli nie pasuje Ci żadna filozofia, to stwórz swoją własną filozofię! Wykreuj sobie świat, w którym będziesz czuć się komfortowo, w którym to Ty będziesz swoim szefem. Nikt nie może Ci nic nakazać! Wszystko zależy od Ciebie! Nawet jeśli nie podoba się to Twoim znajomym czy rodzicom. To Ty jesteś kowalem swojego losu! Twoi rodzice/znajomi nie przeżyją za Ciebie życia, więc rób wszystko, żebyś to TY był szczęśliwy, a nie żeby kogoś zadowolić. Tak naprawdę, to nie ma żadnego znaczenia co myślą inni. Ważne co TY myślisz! Tylko to ma sens! To jest właśnie sens życia! Wcale nie musisz słuchać moich rad! Możesz znaleźć własne rozwiązania! Mogą być zupełnie różne od moich i bardzo dobrze! Każdy człowiek jest wielką indywidualnością. To co zadziała na mnie, nie koniecznie będzie działać na Ciebie. Pamiętaj też o tym! Po prostu szukaj SWOJEJ drogi! Powodzenia!! :-)

 

Wywiadu udzielił dla was Grzegorz Podgórski - Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Ostatnio zmienianyczwartek, 15 październik 2015 19:47
Oceń ten artykuł
(1 głos)

46 komentarzy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

FacebookG+